Archiwum Tagów 'Osobiste'
paź
15
2009

Paulina
Nasze Aniołki
-
04 sierpnia 2009 r. – 6tc
Dziś jest Dzień Dziecka Utraconego (w Stanach Zjednoczonych oficjalnie obchodzony jako Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych (Pregnancy and Infant Loss Remembrance Day) już od 1988 roku, a w Polsce od 2004, październik obchodzony jest jako miesiąc pamięci dzieci zmarłych, a dzień 15.10. jako Dzień Dziecka Utraconego). Nie wiem czy ktoś oprócz nas i rodziców dotkniętych tym nieszczęściem o tym wie. Pewnie ludzie żyją sobie i nawet nie wiedzą, że taki dzień istnieje. Cóż ja też nie wiedziałam, dopiero jak szukałam zrozumienia i pomocy znalazłam wiele wspaniałych osób dla których moje myśli są normalne.
Z Internetem i mediami wszelkimi jestem codziennie blisko, a mimo to nigdy nie nasunął mi się ten temat. Wynika z tego, że za mało o tym wszystkim słychać. Chciałabym żeby ludzie zaczynali rozumieć nasze uczucia i nie ranili. Czasem mówią takie głupoty, że trudno opanować nerwy i łzy. Ja wiem po sobie, że potrzebuje zrozumienia, żeby ludzie mieli pojęcie czym jest dla nas śmierć Aniołków. Żeby wiedzieli, że to też jest dla nas śmierć. To, że nie ma ciała którego nie można pochować nie znaczy, że nikt nie umarł. Jest jeszcze gorzej przynajmniej dla mnie, kiedy nie można pochować dziecka. Czasem potrafię zrozumieć i czuję się silniejsza i lepsza przez te wydarzenia, czasem wszystkich wkoło nienawidzę. Nadal jest we mnie ogromna złość która mnie rozrywa, dlatego trudno mi jest się opanować jak ludzie głupoty mówią, tak jakby śmierć naszych Aniołków była lżejsza od śmierci ziemskich ludzi. Czy w końcu wszyscy przestaną zadawać głupie pytania typu: kiedy będę w ciąży, bo mam już tyle lat i nie mam czasu, będziesz mieć jeszcze dzieci, życzę Ci żebyś miała dzidziusia i inne. Ja mam dzieci, dlaczego nikt tego nie rozumie, dzieci nieziemskie. Nie mam zamiaru czuć się gorsza jako kobieta z tego powodu. Moje macierzyństwo jest o wiele trudniejsze, bo ciągle traktowane jak dziwactwo.
Jak mówię, że moje Aniołki umarły i mam dzieci – traktowana jestem przez otoczenie jak trochę niezrównoważona psychicznie, że chyba mi odbiło, przynajmniej takie są moje odczucia. To nie były strzępy tkanek, czy dziecko umiera w 11 tygodniu, czy mając kilkanaście lat nie umniejsza to bólu. Na pewno im dłużej jest dziecko z nami obecne, czy w brzuch czy na ziemi jest trudniej, bo bardziej się już przyzwyczajamy i mamy już dalekosiężne plany, zmieniamy całe życie. Tylko życie powstaje w nas od pierwszych dni, serduszko bije – a później przestaje bić, nie widomo dlaczego.
Dla Was wszystkich po stratach, wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i uśmiechu. Życzę Wam, żebyście potrafili z tym żyć i byli szczęśliwi, żeby to co się stało sprawiło że będziecie lepsi. Życzę spokoju wewnętrznego, który ja próbuję osiągnąć.
Chciałam to napisać dla siebie i żeby poszerzyć grono osób które coś na ten temat wiedzą, żeby nie ranili nawet nieświadomie. Pewnych spraw nigdy nie zrozumiecie całego koszmaru w szpitalu, hektolitrów krwi i łez, bólu. Wystarczy, że będziecie mądrzejsi i przez to więcej zrozumiecie.
Kilka moim zdaniem ciekawych linków, które powinni przeczytać przede wszystkim ludzie i ich bliscy, znajomi, których taka strata dotknęła.
Nietrafione pocieszenia
Najprostsze rady
Lepiej tak, niż…
Znalazłam taki wierszyk na stronie www.poronienie.pl i bardzo się z nim utożsamiłam.
Brzydka para butów
Autor nieznany
Noszę buty.
To są brzydkie buty.
Niewygodne buty.
Nienawidzę moich butów.
Każdego dnia ubieram je i każdego dnia chcę mieć inną parę butów.
W niektóre dni moje buty ranią mnie tak bardzo, że nie wierzę w następny krok.
Pomimo to cały czas je noszę.
Czuję dziwne spojrzenia, kiedy mam na sobie te buty.
Spojrzenia pełne współczucia.
Widzę w oczach innych ulgę, że to nie ich buty, tylko moje.
Oni nigdy nie rozmawiają o moich butach.
Gdyby do nich dotarło, jak okropne są moje buty, mogliby poczuć się niezręcznie.
Aby naprawdę zrozumieć czym są moje buty, musisz w nich chodzić.
Kiedy jednak już je włożysz, nie możesz ich nigdy zdjąć.
Teraz dopiero rozumiem, że nie jestem jedyną, która nosi te buty.
Jest wiele takich par butów na świecie.
Niektóre kobiety, tak jak ja, codziennie cierpią, gdy próbują w nich chodzić.
Niektóre nauczyły się już w nich chodzić, więc buty nie ranią ich aż tak bardzo.
Niektóre muszą długo chodzić w butach
zanim zrozumieją, jak bardzo je ranią.
Żadna kobieta nie zasługuje na to, by nosić te buty.
Jednak z powodu tych butów jestem silniejszą kobietą.
One dają mi siłę by stawiać czoło wszystkiemu.
One sprawiły, że jestem taką, jaką jestem.
Już zawsze będę chodziła w butach kobiety, która straciła dziecko.
W dzisiejszej porannej audycji Dzień Dobry TVN można było usłyszeć i zobaczyć rozmowę na ten temat.
Tagi: Aniołki, Osobiste
lip
13
2009

Paulina
Jakoś tak zleciało szybciutko, a tu nic o naszym ślubie. Minęły 2 miesiące już kiedy jesteśmy mężem i żoną. Nic się strasznego nie stało, nic nie wybuchło i wcale nie jest gorzej jak to wszyscy mówią. Byliśmy ze sobą przed ślubem prawie 9 lat więc nie mieliśmy niemiłych niespodzianek po ślubie. Mimo wielu perypetii przed ślubem – wszystko się udało doskonale – przynajmniej dla nas, a to najważniejsze. Początek dnia był dość nerwowy, bo bardzo długo byłam u fryzjera i na styk zdążyłam do kosmetyczki, ale się udało.
O 13 odbyło się błogosławieństwo i podjechaliśmy do kościoła, samochód miał na rejestracji napisane: „Kicia i Zenek” , „Na zawsze”.
Po złożeniu w kancelarii podpisów zorientowałam się, że nie wzięłam bukietu myślę, że to na szczęście. Tata poszedł po niego i wszystko odbyło się na czas. Punktualnie o 14 zaczęła się ceremonia. Ślubu udzielał nam o. Piotr Szczepan Łoza.
Cały ślub przebiegł w miarę bezstresowo. Prześmialiśmy się i przegadaliśmy cały czas, naprawdę było super. Z ważniejszych momentów to oczywiście czas składania przysięgi Misiu powiedział “biorę Ciebie Paulinę Kicię za żonę” ja oczywiście bym prawie się poryczała, ale jakoś się zebrałam i się udało powiedzieć, ale bez Zenka bo napewno bym się popłakała.
Bardzo nam się wszystko podobało i jak dla mnie ślub w kościele to najważniejsza ceremonia i bardzo piękna. Teraz już wiem czym się wszyscy tak zachwycają. Wzięłabym go jeszcze raz, oczywiście z Misiem. Nowa sukienka by była ☺
Z sukienką było wiele perypetii raz była tak raz inna, ja z nogą w gipsie nie mogłam sobie tak szukać jakbym chciała, bo trudno było mi się poruszać. Mam nadzieję, że mężowi się podobała / Kicia wyglądała fajowo ! – przyp. MIŚ / choć wybrałam ją w 10 minut ☹ Miś szlajał się po sklepach kilka godzin żeby nie było, że ja tyle czasu po sklepach chodzę, a lubię bardzo
Pogoda była idealna, jak wyszliśmy z kościoła po niebie fruwały bańki mydlane, zawsze mi się to podobało i tak też zrobiliśmy. Potem życzenia i tony pięknych kwiatów i pomysłowych prezentów.
Potem na piechotę poszliśmy na imprę do WDK-u gdzie powitano nas chlebem i solą.
Potem szampan, sto lat i trzaskanie kieliszków.
Jeden z najpiękniejszych momentów na weselu, czyli pierwszy taniec. Długo myśleliśmy co by wybrać, ciągle chodził mi po głowie „Glory Box” Portishead, tylko nie byłam pewna co do słów. Muzyka i klimat pasował idealnie i zdecydowaliśmy, że musi być to. Coś naszego, oryginalnego i o wyjątkowym brzmieniu. Wyszło cudnie, bardzo mi się podobało, nie wiem jak mężowi
/ yo yo było coooolllllll – przyp. MIŚ /
Nasz DJ Maciek którego poznaliśmy dzięki Krzysiowi Smusowi okazał się rewelacyjny. Grał to co lubimy i zarazem nadaje się na wesele. Mieliśmy swoją muzykę, listę zamieścimy poniżej. Wybieraliśmy wspólnie każdy utwór. Misiu wszystko pięknie opracował i przygotował ja w tym czasie męczyłam 4 godziny paznokcie
Z tego co wybraliśmy leciało na pewno:
Blenders “Punkt G”
Edyta Bartosiewicz “Sen”
Maria Peszek “Hujawiak”, “Rosół” “Miś” “Miły Mój”
Obywatel GC “Nie pytaj o Polskę”
Raz, Dwa, Trzy “Czy te oczy mogą klamać”
Republika “Telefony”
Shakin’Dudi “Och, Ziuta” “Au sza la la la” “To ty słodka”
Soyka “Kiedy Jesteś Taka Bliska” “Tolerancja – Na Miły Bóg”
Szwagierkolaska “U cioci na imieninach”
T. Love “Bóg”
Tilt “Nie pytaj mnie”
Zbigniew Hołdys “Będziesz Moja”
Air “All I need”
Depeche Mode “Never Let Me Down Again” “Walking In My Shoes” “It’s no good “Personal Jesus”
Fatboy Slim “Dont Let The Man” “The Rockefeller Skank” “Wonderful Night”
George Michael “Faith” “I Want Your Sex (Parts I & II)” “Freedom”
The Fugees “Killing me softly”
Touch and Go “Would You…” “So Hot” “Tango In Harlem”
US3 “Cantaloop (Flip Fantasia)” “Tukka Yoot’s Riddim”
Po obiadku pojechaliśmy na zdjęcia na plener do Bolesławca na wieżę. Wywiało nas tam we wszystkie strony, ale było bardzo przyjemnie. Zdjęcia robił nam Michał Szczepański, z fotografa też jesteśmy zadowoleni.
Tak naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń do ślubu, wesela, nie było nic co by mnie wkurzyło czy się nie podobało. Wiele czasu nam zajęło zorganizowanie wszystkiego, ale jak ma się dobry plan wszystko się udaje. Mamy bardzo podobne gusty, więc nie było nieporozumień i wiedzieliśmy czego chcemy. Napewno nie miało być zespołu, bo jaki by nie był to nie to co oryginalna muzyka, a nie jakieś przyśpiewki. Bardzo nie lubię tego na weselach i dlatego nigdy nie lubiłam na takie imprezy chodzić, bo nawet alkohol nie pomaga trawić zespołów weselnych. Impreza zakończyła się koło 4 rano. Ja byłam zmęczona strasznie, a moja noga pomimo rehabilitacji była w strasznym stanie. Spuchła i przez ponad 2 tygodnie miałam problemy z chodzeniem, ale warto było. Poprawiny szybko się skończyły, bo każdy do domu ja już potańczyć nie mogłam zbytnio ze względu na nogę i brak snu, bo mąż wstał oczywiście o 7 rano, bo się wyspał. Ja nie zdążyłam nawet zasnąć. Później cały tydzień dochodziliśmy do siebie ja się jeszcze we wtorek rozchorowałam dostałam gorączki, tak szaleliśmy.
Mamy nadzieję, że goście byli zadowoleni. Dziękujemy wszystkim za przybycie, nie dotarły tylko 2 osoby, naszym zadaniem to całkiem niezły wynik.
Jak się wszystko dobrze pomyśli i zorganizuje to nie ma takich braków jak na innych weselach. Nigdy nie chciałam wesela przede wszystkim ze względu na muzykę, ale jak większość dałam się przekonać i na takie wesele jak nasze poszłabym z chęcią. Może ten udany ślub zakończy pasmo nieszczęść i będzie ich mniej, a jak będą to mniej bolesne. Może jest to taki prezent dla nas z góry.
Mam nadzieje , że będzie się nam układać dobrze w życiu i będziemy się kłócić i kochać, aż do śmierci albo dłużej.
Dla przyszłych par, wesele i ślub wcale nie takie straszne, nawet mi się całe to organizowanie spodobało, ale trzeba mieć odpowiedniego partnera.
Nasz ślub (wybrane foty) na flikrze
Nasz ślub (całość) na picassie część 1
Nasz ślub (całość) na picassie część 2
Tagi: Bolesławiec, Fotki, Osobiste, Wesele, Wieruszów
sty
15
2009

Robert
Miało być tak spokojnie… a wyszło jak zawsze……
Zima nie daje nam odetchnąć….. wczorajszy powrót z pracy około północy zaskoczył mnie ślizgawicą i takim śniegiem, że jechałem z Wyszanowa całe 30 km/h. Zrąbany na maxa wciągnąłem kanapeczki naszykowane przez Kicię i w kimę…. Tyle miałem z dzionka…. Rano do pracy… standardzik – odśnieżanie…. kawa…. pieczątki…. i ZONK…..
Telefon od mamy – Paulina złamała nogę.. jest w szpitalu….. ***** jego mać…. Szefo poinformowany.. szefowa w sekund pięć w sklepie… ja dostałem wolne… i rajd – Dom – Szpital – Prosna – Szpital – Dom…..
Efekt? Prawa noga w gipsie…. Kicia uziemiona do 3 marca……. nie muszę pisać, że w czasie, kiedy ma wybierać suknię ślubną…. to chyba gips nie jest czymś niezbędnym…. Ba… nie mogło być chyba gorszego terminu????? Nic to….. przez najbliższy czas robię w domciu za nianię…. nie super.. ale nianię…. i czekamy na poprawę zdrowia, zrosty, cokolwiek…..
Kulasy od bossa przywiozłem, więc jako tako Kicia po domu się przzzzzzzeeeeeeemmmmmmmmiiiiiiieeeeeeesssssszzzzzzzccccccczzzzaaaaaa – ale kurde….. jak tu funkcjonować normalnie?
Tagi: Blog, Osobiste
sty
11
2009

Robert
Korzystając z wolnej niedzieli wyskoczyliśmy do Wrocławia zapoznać się z naszym DJ’em na wesele.
Okazał się młodym, sympatycznym wodzirejem z niemałym już stażem.
Jego stronkę możecie zobaczyć tu – DJ MC – w akcji będziemy mogli zobaczyć go dopiero 25 lipca.
Przez około godzinkę oglądaliśmy w telegraficznym skrócie kilka przykładowych imprez, jakie miał okazję prowadzić. Nam się podoba – zaliczka wpłacona – umowa podpisana…….
Teraz czas na fotografa, zaproszenia, suknie, garnitury i inne różności…..
Tagi: Blog, Osobiste, Wesele, Wrocław
sty
01
2009

Paulina
W pierwsze święto, czyli 25.12.2008, odbyły się nasze oficjalne zaręczyny, żeby tradycji stało się zadość i nasze rodziny się ze sobą nieco oswoiły.
Czytaj resztę wpisu »
Tagi: Blog, Osobiste, Wesele
lut
24
2008

Paulina
Warto wspomnieć o walentynkach . Niby powinno się okazywać sobie uczucia cały czas ale ja myślę , że to takie święto miłości wszelkiej. Jakby takich , czy innych świąt nie było człowiek może by zapomniał o ważnych sprawach w tym całym galopie życia . Są rzeczy dzięki którym człowiek egzystuje , jedzenie , dach nad głową , praca są one ważne , ale są takie wartości dzięki którym czuje się szczęśliwy. Nie ma nic lepszego jak czuć się kochanym. Święta to takie przypomnienie , zwrócenie uwagi takie małe zatrzymanie się na chwilę w życiu , żeby się zastanowić zanim będzie za późno na okazanie uczucia , zrobienia czegoś ważnego. Bo co tak naprawdę jest ważne w chwili śmierci , nie to co udało się nam zgromadzić w życiu , ale wspomnienia i jakim się było człowiekiem. Nie to kim się było, co się osiągnęło i jaki ma się stan konta , jaką ma się prace , jak daleko zaszło się po szczeblach kariery to jest złudne poczucie szczęścia. Ważne czy się było dobrym człowiekiem dla innych , a te wszystkie zdobyte rzeczy nie mają znaczenia co z tego że ktoś ma mnóstwo pieniędzy , ma wysokie stanowisko i status społeczny. Jak nie ma miłości może sobie to wsadzić gdzieś.
Nasze walentynki były milusie, Misiu po pracy przyszedł z walentynkowym bukiecikiem róż czerwonych oczywiście , z walentynką i balsamikiem specjalnie dla mnie. Ja dałam mu oczywiście walentynke i seksi majteczki.
Miłość to nie bajka , życie też , jest bardzo trudno i właśnie dlatego jest pięknie. Łatwe i proste życie jest nudne.
Jak jest trudno i ciężko to się docenia , jak jest łatwo to nie wie się co się ma. Już trochę stąpam po ziemi no i jesteśmy z Misiem długo więc mogę dużo powiedzieć. Po tylu latach człowiek już analizuje wyciąga wnioski i inaczej postrzega swoja drugą połówkę. Myślę, że wszystko co najgorsze już za nami. Nie było łatwo oj nie , najważniejsze żeby się sobą nie znudzić i umieć rozmawiać i tego człowiek się uczy całe życie.
Miłość ma różne barwy i etapy i w każdym jest coś pięknego.
Znalazłam taki ciekawy artykuł na temat „ Odnaleźć połówkę jabłka …” oto jego fragment.
„ Myśliciele i filozofowie od zarania dziejów próbowali zrozumieć i przeniknąć ten fenomen. Jedno z najstarszych i najbardziej przemawiających do wyobraźni wyjaśnień znajduje się w pismach Platona. Pojawia się tam mit o pierwotnym człowieku, Androgynie – fascynująca opowieść, która w późniejszych czasach przerodziła się w znaną formułę o „poszukiwaniu swej drugiej połowy”. Według wspomnianego mitu, człowiek na samym początku stanowił jedność pierwiastka męskiego i żeńskiego, także w sensie cielesnym. Na licznych malowidłach greckich można znaleźć przedstawienie owego Androgyna: dziwacznej postaci, przypominającej nieco pająka, dwugłowej, czterorękiej, czworonogiej, będącej w istocie parą ludzi (mężczyzną i kobietą), zrośniętych ze sobą plecami. Potem – głosi mit – ta postać została rozcięta i po dziś dzień po świecie błąkają się nieszczęśliwe, niepełne stwory (właśnie my), w istocie zaledwie połówki, które nie zaznają spokoju, póki nie odnajdą swego „odciętego” i zagubionego dopełnienia. „
/ Charaktery 05/2007 , Odnaleźć połówkę jabłka… Bartłomiej Dobroczyński /
Tagi: Blog, Osobiste
sty
31
2008

Paulina
Końcówka roku była pod znakiem literki „SZ” czyli szpitale. Najpierw moja siostra Julia miała stan zapalny gardła do tego stopnia , że nie mogła oddychać i leżała w szpitalu w Sieradzu. Potem w listopadzie Misiu w szpitalu w Wieruszowie . To oczywiście nie koniec w sylwestra babcia wywinęła orła na rowerze i ma pęknięte biodro. Zawieźli ja do Wielunia i tam leżała uwięziona na łóżku. Drugiego stycznia mama miała operację w Sieradzu i tak w jednym czasie obie leżały w szpitalach. Teraz wszyscy w domu babcia uczy się chodzić a mama dochodzi do siebie po operacji i będzie mieć jeszcze jeden zabieg. Misiu pod moim okiem a u Juli już dobrze. Także ja się uratowałam i krążyłam w miarę możliwości po szpitalach. To był trudny rok ten zapowiada się lepiej. Może mniej nerwów będzie z budową , bo już dużo za nami i mamy większe doświadczenie w sprawach budowlanych . Nie da się ukryć , że ten rok będzie szczególny bo stuknie nam 30 stka co mnie przeraża. Mnie dopiero w grudniu ale zawsze , nic się nie zrobi. Czas leci nieubłaganie może jakoś to przeżyję. To takie przekroczenie granicy i przejście w kolejny etap życia przynajmniej dla kobiety , może w miarę łagodnie się to odbędzie. Choć nie przypuszczałam , że tak mnie to dobije. Jak na razie 30 stka brzmi dla mnie jak wyrok.
Jeszcze o szpitalach jak tak się po nich pochodzi i widzi ile ludzi choruje i jakie nieszczęścia ich dotykają to naprawdę wielkie szczęście być w miarę zdrowym i nie życzę nikomu znaleźć się w szpitalu. Ciągle maja wiele do życzenia choć obsługa się poprawiła.
Tagi: Blog, Osobiste