paź 15 2009
Nasze Aniołki
Nasze Aniołki
-
20 marca 2009 r. – 11tc
-
04 sierpnia 2009 r. – 6tc
Dziś jest Dzień Dziecka Utraconego (w Stanach Zjednoczonych oficjalnie obchodzony jako Dzień Pamięci Dzieci Nienarodzonych i Zmarłych (Pregnancy and Infant Loss Remembrance Day) już od 1988 roku, a w Polsce od 2004, październik obchodzony jest jako miesiąc pamięci dzieci zmarłych, a dzień 15.10. jako Dzień Dziecka Utraconego). Nie wiem czy ktoś oprócz nas i rodziców dotkniętych tym nieszczęściem o tym wie. Pewnie ludzie żyją sobie i nawet nie wiedzą, że taki dzień istnieje. Cóż ja też nie wiedziałam, dopiero jak szukałam zrozumienia i pomocy znalazłam wiele wspaniałych osób dla których moje myśli są normalne.
Z Internetem i mediami wszelkimi jestem codziennie blisko, a mimo to nigdy nie nasunął mi się ten temat. Wynika z tego, że za mało o tym wszystkim słychać. Chciałabym żeby ludzie zaczynali rozumieć nasze uczucia i nie ranili. Czasem mówią takie głupoty, że trudno opanować nerwy i łzy. Ja wiem po sobie, że potrzebuje zrozumienia, żeby ludzie mieli pojęcie czym jest dla nas śmierć Aniołków. Żeby wiedzieli, że to też jest dla nas śmierć. To, że nie ma ciała którego nie można pochować nie znaczy, że nikt nie umarł. Jest jeszcze gorzej przynajmniej dla mnie, kiedy nie można pochować dziecka. Czasem potrafię zrozumieć i czuję się silniejsza i lepsza przez te wydarzenia, czasem wszystkich wkoło nienawidzę. Nadal jest we mnie ogromna złość która mnie rozrywa, dlatego trudno mi jest się opanować jak ludzie głupoty mówią, tak jakby śmierć naszych Aniołków była lżejsza od śmierci ziemskich ludzi. Czy w końcu wszyscy przestaną zadawać głupie pytania typu: kiedy będę w ciąży, bo mam już tyle lat i nie mam czasu, będziesz mieć jeszcze dzieci, życzę Ci żebyś miała dzidziusia i inne. Ja mam dzieci, dlaczego nikt tego nie rozumie, dzieci nieziemskie. Nie mam zamiaru czuć się gorsza jako kobieta z tego powodu. Moje macierzyństwo jest o wiele trudniejsze, bo ciągle traktowane jak dziwactwo.
Jak mówię, że moje Aniołki umarły i mam dzieci – traktowana jestem przez otoczenie jak trochę niezrównoważona psychicznie, że chyba mi odbiło, przynajmniej takie są moje odczucia. To nie były strzępy tkanek, czy dziecko umiera w 11 tygodniu, czy mając kilkanaście lat nie umniejsza to bólu. Na pewno im dłużej jest dziecko z nami obecne, czy w brzuch czy na ziemi jest trudniej, bo bardziej się już przyzwyczajamy i mamy już dalekosiężne plany, zmieniamy całe życie. Tylko życie powstaje w nas od pierwszych dni, serduszko bije – a później przestaje bić, nie widomo dlaczego.
Dla Was wszystkich po stratach, wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i uśmiechu. Życzę Wam, żebyście potrafili z tym żyć i byli szczęśliwi, żeby to co się stało sprawiło że będziecie lepsi. Życzę spokoju wewnętrznego, który ja próbuję osiągnąć.
Chciałam to napisać dla siebie i żeby poszerzyć grono osób które coś na ten temat wiedzą, żeby nie ranili nawet nieświadomie. Pewnych spraw nigdy nie zrozumiecie całego koszmaru w szpitalu, hektolitrów krwi i łez, bólu. Wystarczy, że będziecie mądrzejsi i przez to więcej zrozumiecie.
Kilka moim zdaniem ciekawych linków, które powinni przeczytać przede wszystkim ludzie i ich bliscy, znajomi, których taka strata dotknęła.
Nietrafione pocieszenia
Najprostsze rady
Lepiej tak, niż…
Znalazłam taki wierszyk na stronie www.poronienie.pl i bardzo się z nim utożsamiłam.
Brzydka para butów
Autor nieznany
Noszę buty.
To są brzydkie buty.
Niewygodne buty.
Nienawidzę moich butów.
Każdego dnia ubieram je i każdego dnia chcę mieć inną parę butów.
W niektóre dni moje buty ranią mnie tak bardzo, że nie wierzę w następny krok.
Pomimo to cały czas je noszę.
Czuję dziwne spojrzenia, kiedy mam na sobie te buty.
Spojrzenia pełne współczucia.
Widzę w oczach innych ulgę, że to nie ich buty, tylko moje.
Oni nigdy nie rozmawiają o moich butach.
Gdyby do nich dotarło, jak okropne są moje buty, mogliby poczuć się niezręcznie.
Aby naprawdę zrozumieć czym są moje buty, musisz w nich chodzić.
Kiedy jednak już je włożysz, nie możesz ich nigdy zdjąć.
Teraz dopiero rozumiem, że nie jestem jedyną, która nosi te buty.
Jest wiele takich par butów na świecie.
Niektóre kobiety, tak jak ja, codziennie cierpią, gdy próbują w nich chodzić.
Niektóre nauczyły się już w nich chodzić, więc buty nie ranią ich aż tak bardzo.
Niektóre muszą długo chodzić w butach
zanim zrozumieją, jak bardzo je ranią.
Żadna kobieta nie zasługuje na to, by nosić te buty.
Jednak z powodu tych butów jestem silniejszą kobietą.
One dają mi siłę by stawiać czoło wszystkiemu.
One sprawiły, że jestem taką, jaką jestem.
Już zawsze będę chodziła w butach kobiety, która straciła dziecko.
W dzisiejszej porannej audycji Dzień Dobry TVN można było usłyszeć i zobaczyć rozmowę na ten temat.



A co tu komentować….. Zawsze było wiadomo i zawsze tak będzie, że KTO TEGO NIE PRZEŻYŁ- NA PEWNO NIE ZROZUMIE…
Można wczuć się w daną rolę przez jakiś czas. Można poczuć przez chwilę ten ból. Ale tylko ta osoba, która to przeszła – wie, jak to jest naprawdę, bo ona z tym musi żyć.
Co nas nie zabije, to nas wzmocni?? hmm… Pewnie tak jest. Ale ile to sił kosztuje i…….. czasu.
Tylko Tu nie chodzi o całkowite zrozuminie bo to faktycznie niemożliwe. Mnie chodzi o większą świadomość ludzi. Ja też nie wiedziałam wiele ,bo nikt mi nie powiedział zanim mnie to dotknnęła ta strata. Wiedza na ten temat nie zaszkodzi ale pomoże zmienić podejście ludzi i może zastanowią się zanim palna jakąś głupotę. Naprawde czuje się bardzo dobrze z tym , że publicznie o tym napisałam i mało mnie obchodzi co sobie ktoś pomyśli. Mądry coś z tego wyniesie a głupi zostanie głupim. Nie chcę współczucia i nie użalam się nad sobą , nie chodzi mi o demonstrowanie swoich uczuć. Chcę żeby wiedzieli , że taki dzień jest i ,że jest on dla mnie ważny. Chce pomagać i wspierać osoby które przeszły podobną tragedię a ukrywaniem się w domu i milczeniem nic nie zrobię.
Pozdrawiam Cie serdecznie
Dzięki ogromne za tę publikację. Bardzo to szczere, bardzo potrzebne. Mam dwójkę cudnych dzieciaków i właśnie zauważyłem, jak bardzo nie jestem w stanie ogarnąć nieszczęścia ludzi, którym moje szczęście nie było dane. Bardzo wzruszające i rozbudzające empatię, co w dzisiejszych telewizyjno-komputerowych czasach nie zdarza się często. Jeszcze raz – dziękuję.
Ja dziękuje za piękne , miłe i mądre słowa. Pozdrawiam