sty 15 2009
Kicia w gipsie
Miało być tak spokojnie… a wyszło jak zawsze……
Zima nie daje nam odetchnąć….. wczorajszy powrót z pracy około północy zaskoczył mnie ślizgawicą i takim śniegiem, że jechałem z Wyszanowa całe 30 km/h. Zrąbany na maxa wciągnąłem kanapeczki naszykowane przez Kicię i w kimę…. Tyle miałem z dzionka…. Rano do pracy… standardzik – odśnieżanie…. kawa…. pieczątki…. i ZONK…..
Telefon od mamy – Paulina złamała nogę.. jest w szpitalu….. ***** jego mać…. Szefo poinformowany.. szefowa w sekund pięć w sklepie… ja dostałem wolne… i rajd – Dom – Szpital – Prosna – Szpital – Dom…..
Efekt? Prawa noga w gipsie…. Kicia uziemiona do 3 marca……. nie muszę pisać, że w czasie, kiedy ma wybierać suknię ślubną…. to chyba gips nie jest czymś niezbędnym…. Ba… nie mogło być chyba gorszego terminu????? Nic to….. przez najbliższy czas robię w domciu za nianię…. nie super.. ale nianię…. i czekamy na poprawę zdrowia, zrosty, cokolwiek…..
Kulasy od bossa przywiozłem, więc jako tako Kicia po domu się przzzzzzzeeeeeeemmmmmmmmiiiiiiieeeeeeesssssszzzzzzzccccccczzzzaaaaaa – ale kurde….. jak tu funkcjonować normalnie?



Masakra…….
Ale nie ma co sie łamac ……
Bedziecie sie jeszcze z tego śmiać…
Pozdrowienia dla KICI….
Dzięki … no łamać się już nie mam zamiaru
Żeby wszystko dobrze się zrosło i obym mogła szaleć z Misiem na weselu.
Pozdrawiam