maj 08 2007
Mamy pozwolenie na budowę
Dzień zaczął się od porannej kradzieży roweru. Paulina chciała jechać rankiem do pracy – lecz w piwnicy po rowerze ani śladu. Zawiozłem ją więc do pracy, sam zgłosiłem kradzież i policjant kazał czekać mi przed domem na spisanie protokołu włamania. Ale oczywiście policjant pomylił ulicę Warszawską z osiedlem Warszawska i 30 minut w sandałach, krótkim rękawku stałem i czekałem jak ten jełop na zimnie – poszedłem tak ubrany do pracy – a dzionek był mega zimny i deszczowy na dodatek. Kolejny telefon na 997 i po kilku chwilach pojawił się radiowóz. Spisaliśmy co trzeba i dawaj cały dzionek ciężkiej pracy. Koło południa pojawił się pan Kociołek z naszym pozwoleniem na budowę – za 14 dni oficjalnie możemy rozpocząć budowę !!!!
Po pracy śmigneliśmy w sprawie wyceny wywiązki, dachu, deskowania, papowania etc. Po powrocie jakimś cudem odnalazł się w piwnicy rower !!!! Pół bloku się zleciało i się niezły dym zrobił – wynieśliśmy wszystkie śmieci z pomieszczenia, które było wcześniej zamknięte i tak mamy od dzisiaj śliczną rowerownię. Jak na jeden dzień wrażeń co niemiara. Jutro do tartaku na wycenę drzewa na dach i wywiązkę. A teraz w kimę.
Chcesz pierwszy skomentować wpis?

